Avil










27.07.2012
Dla mnie to nie sztuka radzić sobie z rozemocjonowanym psem np. za pomocą piłeczki czy szarpaka. Moje zadanie to sprawić, aby mój podopieczny był stabilny emocjonalnie i potrafił być spokojny w różnych sytuacjach i przy różnych ludziach. To trudniejsze zadanie i długotrwałe, ponieważ trzeba w psie wyrobić nowe nawyki i skojarzenia. Na przykład: człowiek-znaczy spokój i bezpieczeństwo.
Avil po przyjeździe reagował bardzo energicznie na widok każdego człowieka. Kontakt z nim był mało przyjemny. Skakanie, łapanie zębami za ręce, stopy, szczekanie, którym nie było końca, bardzo trudno było to przerwać. Był tak podekscytowany, że nie reagował na nic, a przy próbie zatrzymania, choćby za szelki odwracał się z zębami.
            Poniżej przedstawiam kilka fotek Avilowskiego, jak spędza czas z naszym gościem. (mam ustne pozwolenie na wstawienie fotek-bardzo dziękuję). Przyznam szczerze, że jak zobaczyłam taki obrazek, to łzy zakręciły mi się w oczach.

 Drobna kobitka w 7 miesiącu ciąży. Razem z mężem i swoją kotką spędzała u nas dwutygodniowy urlop. Na początku trochę się obawiałam, aby Avilowi nie przyszło do głowy coś głupiego np. skok na brzuch dziewczyny. Starałam się kontrolować sytuacje, ale on oprócz chęci rozdawania buziaków, ani razu nie zachował się w niewłaściwy sposób. Cieszył się na jej widok, bo bardzo się polubili, ale to była spokojna radość. Jestem z niego bardzo dumna. Powoli zapomina o złych nawykach w relacji z ludźmi. Ja też musze o nich zapomnieć



Ale, ale… nie tylko w relacjach z ludźmi zaszły zmiany. Koty. To dopiero była wkrętka. Widok kota, no a jeszcze biegnącego kota doprowadzał go do skrajności. Ziemia się trzęsła pod jego stopami, a niebo drżało nad głową od świstu. , pędził niczym struś pędziwiatr. A dzisiaj proszę bardzoJ





Śpij spokojnie - ja cię popilnuję

Przy mnie jesteś bezpieczna


Czuwam


Nie śpię, nie śpię, tylko na chwilkę oczy zamknąłem









06.2012r



Z Avilem rozpoczęliśmy kolejny etap naszej znajomości. Od kilku dni zmienił całkowicie swoje zachowanie. Dawno już nie wpadł w nadmierną ekscytację. Jest spokojny i …
No właśnie zaczęłam uważniej go obserwować i zastanawiać się nad jego nastrojem.
Miałam wrażenie, że jest …hm, jak to nazwać…? Może po prostu, wydawał mi się smutny. Postanowiłam to skonsultować z innym specjalistą. Zadzwoniłam do Eweliny Włodarczyk (www.canid.pl), która nie tylko jest psim, ale również ludzkim psychologiem. Po długiej rozmowie doszłyśmy do tego, że pies przeszedł do następnego etapu terapii. Przebywając w bezpiecznym, stałym środowisku, wyciszył się. Porównałam jego zachowanie do zachowania moich psów i …. on zaczął zachowywać się podobnie. Potrafi długie godziny wylegiwać się na trawie, bądź tarasie, już nie szaleje w wariackich galopach, jedynie się przemieszcza, jak czynią to psy o zaspokojonych potrzebach.
            Dlatego doszłam do wniosku, że to odpowiedni czas na wprowadzenie małych zmian w jego spokojnym życiu. Codziennie, od trzech dni jeździmy do CENTRUM gminnej wsi Adamów, które stanowi skrzyżowanie na którym po jednej stronie jest stacja benzynowa, a po drugiej „supermarket”. Wybrałam parking przy sklepie. (Na prawdziwy podbój miasta jest jeszcze za wcześnie). Pierwszy raz pojechaliśmy w niedzielę, aby natężenie ruchu było jeszcze mniejsze. Byliśmy przed 9.00, więc sklep był zamknięty. Przy wysiadaniu z auta Avil był podekscytowany, ale nie jakoś nadmiernie. Najpierw przeszłam się z nim dookoła parkingu, pozaznaczał, co było do zaznaczenia, a następnie usiadłam i dałam mu swobodnie obserwować okolicę. Pierwsze 20 minut dość uważnie przyglądał się wszystkiemu i wszystkim: ludziom idącym do kościoła i wchodzącym do sklepu otwartego o 9.00, przejeżdżającym samochodom, zwracał uwagę na odgłos szczekających psów, gdzieś we wsi. Nie robiłam nic. Nie odwracałam jego uwagi, nie karmiłam, nie głaskałam. Dałam mu pełną swobodę reakcji, oczywiście na smyczy. Ucieszyło mnie, bo ani razu nie zareagował impulsywnie na żadnego człowieka. Wcześniej bywało, że chciał się witać z ludźmi, co niekoniecznie byłoby mile widziane przez kobitki odstawione odświętnie na niedzielną mszę. Po jakiś 20 minutach znudziło mu się, usiadł, a następnie zawarował i chętnie skupił na smaczkach.



 Następnego dnia wyjście z samochodu było nadal energiczne, ale reakcja na otoczenie już zupełnie spokojna. Od początku raczej zainteresowanie wykazywał smakami. Nawet udało się nam poćwiczyć proste komendy. Niestety tego dnia zaczęły podchodzić do nas wiejskie, szczekające burki. Zdziwiłam się, gdy Avil nie zareagował na ich głosy. Jednak ja spanikowałam. To były dość duże psy, a Aviś choć spokojny mógł zareagować agresją, tym bardziej, że był na smyczy. Dla bezpieczeństwa głównie swojego, schowałam go do samochodu. Mógł jeszcze przez chwilę na nie popatrzeć . Wcześniej w takich sytuacjach rzucał się na szybę i szczekał. Tego dnia spokojnie przyglądał, raz pisnąwszy sobie pod nosem. Na trzeci dzień spodziewałam się, że będzie nakręcony, bo ostatnim obrazkiem jaki widział w tym miejscu były obce psy. Nic podobnego nie nastąpiło. Oczywiście spojrzał kilkakrotnie w stronę z której przyszły poprzedniego dnia, ale to wszystko.
Poprosiłam panią ze sklepu, aby zrobiła nam zdjęcie, gdy podawałam jej aparat nawet na nią nie spojrzał. Może była nie w jego typie:), ale wcześniej zbliżenie się do kogokolwiek było nie możliwe.



           Dzisiejszy dzień dla odmiany rozpoczęliśmy rowerowym spacerem, ponieważ wczoraj na wieczornej przechadzce Aviś wyraźnie wykazywał potrzebował szybszego ruchu. Od lat nie jeździłam rowerem. Na szczęście kondycję mamy podobną, czyli żadną. Ja miałam lepiej, bo w pewnym momencie schodziliśmy z wysokiej, długiej górki, więc mogłam odpocząć. Nie wiem ile kilometrów zrobiliśmy, trwało to ok. godziny. Planowałam pół, ale oczywiście, jak to ja musiałam zabłądzić. Szliśmy po wielkich wodach, wpadaliśmy w błoto po kolana, ale wróciliśmy szczęśliwie i padliśmy razem koło siebie na trawie i zasnęliśmy przytuleni.
            Nie jestem w stanie powiedzieć czy coś na to wskazywało w zachowaniu psa, ale ja poczułam, że stałam się dla niego partnerem. Avil ma duże problemy w nawiązaniu mocnych więzi z człowiekiem. Trudno jest pogodzić mu się z tym, że czasami musi zrobić coś innego, niż by chciał. Podczas całego spaceru nigdzie nie odchodził, nie szukał zwierzyny, nie „zawąchiwał”. Nawet w tych momentach, gdy prowadziłam rower w błotnych, traktorowych koleinach, on szedł przy mnie. To było naprawdę udane przedpołudnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz