Ostatnio
poskramialiśmy straszny obiekt jeżdżący, czyli
traktorek do koszenia
trawy. Avil na jego widok dostawał amoku. Skakał, szczekał, próbował gryźć
koła. Jednym słowem próbował obezwładnić intruza, który budził w nim ogromny
niepokój.
Moim
zadaniem było sprawić, by pies ignorował hałas i maszynę jeżdżąco - koszącą, wydającą te
dziwne dźwięki.
Pierwsze spotkania tych dwojga wyglądały tak:
(Ta rozmazana plamka-to szalejący Avil:))
Rozpoczęłam od tego, że usiadłam na wyłączonym potworze i z niego podałam psu kilka smaków pomimo jego dużej ekscytacji. Sposób, w jaki podszedł do mojej ręki, pokazał mi, że pies po prostu boi się tego urządzenia. Następnym etapem było włączenie maszyny i nadal zaprzyjaźnianie psa przy pomocy nagród pokarmowych. Kolejnym krokiem było powolne ruszenie do przodu przy jednoczesnym podawaniu smakoli, gdy pies znajdował się z boku. Nagrodą była zwykła karma, dostawał zawsze kilka kulek, aby jeszcze chrupał, gdy ja odjeżdżałam od niego. Tym sposobem pokazywałam, że traktor nie jest dla niego zagrożeniem. Ważne też było, że pies przeżuwając, uspokaja się. Przez pierwsze 10 minut bokser chodził za mną, gdy kosiłam trawę i za każdym razem dostawał nagrodę. Miał momenty, że próbował pierwszego sposobu i zaczynał szczekać, wtedy głosem starałam się przerwać to zachowanie (komendą uniemożliwiającą nauczoną wcześniej) i nagradzać pożądane przeze mnie. Zawsze dostawał więcej chrupek, więc zostawał w miejscu, aby je pogryźć i podchodził dopiero za chwilę po następną porcję. Kiedy zobaczyłam, że opanował już emocje, zaczęłam przedłużać moment częstowania go karmą. I tak skosiliśmy podwórko. W tym momencie jeszcze celu nie osiągnęłam. Pies nadal wykazywał zainteresowanie pojazdem. Przyszedł czas skoszenia trawy przed domem. Tutaj na chwilę zabawę zaczęliśmy od początku. Zmiana miejsca pobudziła Avila do pierwszych reakcji, czyli szczekania i próby ugryzienia kółek. Jednak tym razem poszło nam szybciej, choć proces przebiegał podobnie. Tym razem udało mi się doprowadzić do tego, że bokser położył się na tarasie na lewym boku z wyciągniętymi łapkami i zasnął. Czasami zatrzymywałam maszynę, aby z niej zejść i zanieść mu kilka chrupasów. W ten sposób starłam się pokazać, że właśnie o takie zachowanie mi chodziło i jemu się to opłaca. Podziałało znakomicie. Skosiłam całą trawę, a pies stracił całkowicie zainteresowanie hałasującym traktorem. Na początku, jak wspomniałam, spał, a potem poszedł zająć się czymś bardziej interesującym. Myślę, że następnym razem, kiedy będę używać traktora, Avil znów spróbuje swoich sposobów rozładowania emocji, ale powinno być już łatwiej go uspokoić.
Opisałam, w jaki sposób odczulałam
psa na obiekt wzbudzający jego niepokój. Czy jest on jeden, jedyny właściwy?
Nie. Każdy z trenerów być może zrobiłby to nieco inaczej. Ten sposób był
dopasowany do mnie i psa. Najważniejsze, że skuteczny. Ten etap procesu zabrał nam około pół godziny (dla innego psa, dla innego wywoływacza emocji lub w innym środowisku mógłby trwać dłużej bądź krócej). To dopiero początek. Potwór nie został jeszcze ujarzmiony
Starałam
się przedstawić kolejne etapy, jednak nie jestem w stanie szczegółowo opisać
momentów, w których pies dostawał pokarm. Nagradzanie jest sztuką, którą należy
doskonalić cały czas, bezwiedne wydawanie smaków mogłoby wzmocnić niepożądane
zachowanie i utrwalić jego niepokój związany z tym urządzeniem. Trzeba pamiętać, że tak naprawdę podając nagrodę (w jakiejkolwiek formie) nagradzamy cały organizm, nie tylko zachowanie, czyli emocje, myśli, uczucia, jednym słowem wszelkie procesy zachodzące, w tym momencie w psie, np. podwyższoną adrenalinę.
Dzisiaj
natomiast oswajaliśmy opryskiwacz, (w zupełnie inny sposób niż kosiarkę, niestety nie mam zdjęć) który był kompletnie nie czuły na Avilowskie zaczepki,
choć piechol starał się, jak umiał pobudzić go do jakiejś interakcji.
Najbardziej z całego urządzenia intrygująca była rura, ale nawet ona nie wykazywała chęci
zapoznania. Nawet zaczepki zębami nie były w stanie zmusić jej do podjęcia
jakichkolwiek działań. Dlatego po paru minutach Avil uznał, że to kiepski i
nudny obiekt, nie nadaje się ani do zabawy, ani do walki. Taka złośliwa ta rura.
Codziennie spotykamy takich przeciwników kilku na swojej drodze:)) nawet w Czarnowodzie. Najtrudniejszym zadaniem jednak jest nauczyć psa obojętności na żyjące stworzenia (koty, psy, konie i.......ludzi), bo nie mam za dużego wpływu na ich zachowanie. Kilka tygodni po przyjeździe oswajaliśmy się z kotami, które Avil gonił z dziką pasją. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, czy to w celach morderczych, czy rozrywkowych. Wydawało mi się, że opanowanie tego psa, przy kotach będzie bardzo długim procesem, a tym czasem bardzo pomogła mi moja Mysza,
Dzisiaj Avil potrafi spać z nią nawet na jednej kanapie, razem jeść śniadanko podawane z ręki (groszek dla boksia, groszek dla Myszy:)).
Czy nie goni uciakających kotów? Oczywiście, że goni, jest przecież psem, ale nie towarzyszą mu już tak wysokie emocje. Codziennie spotykamy takich przeciwników kilku na swojej drodze:)) nawet w Czarnowodzie. Najtrudniejszym zadaniem jednak jest nauczyć psa obojętności na żyjące stworzenia (koty, psy, konie i.......ludzi), bo nie mam za dużego wpływu na ich zachowanie. Kilka tygodni po przyjeździe oswajaliśmy się z kotami, które Avil gonił z dziką pasją. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, czy to w celach morderczych, czy rozrywkowych. Wydawało mi się, że opanowanie tego psa, przy kotach będzie bardzo długim procesem, a tym czasem bardzo pomogła mi moja Mysza,
która takie Avile ma w nosie i ani myśli przed takimi gamoniami zwiewać.
Dzisiaj Avil potrafi spać z nią nawet na jednej kanapie, razem jeść śniadanko podawane z ręki (groszek dla boksia, groszek dla Myszy:)).
Tutaj ze Szprotą prowadzi spokojny dialog:
Zdarza się, że nawet da się go odwołać, albo sam z siebie zignoruje kota, bo mu się nie chce w danej chwili biec nawet z psiego obowiązku i przyzwoitości.
Zadano mi ostatnio pytanie, kiedy nauczę Avila jakichś sztuczek.
Moją rolą nie jest produkowanie „cyrkowych pudelków”. Jeśli ktoś myśli, że adoptując psa z moich rąk, będzie miał gotowy produkt, czyli psa chodzącego „jak na sznurku”, to jest w błędzie. Przyjemność szkolenia psa pozostawiam przyszłym właścicielom, którzy pod okiem jednego z moich kolegów w jakieś szkole nabędą wiedzę i umiejętności nauki swojego podopiecznego. Moją rolą jest przygotowanie czworonoga do takiej nauki. Temu służyły chociażby w/w ćwiczenia.
To, że nauczyłam go paru komend, tj. siad, waruj czy slalom między nogami, służyło i służy tylko nawiązaniu relacji i zabawie, które są niezbędne do wyprowadzania psa z jego złych nawyków i wysokich emocji.